Czy wyznaczanie sobie tradycyjnych postanowień, które zazwyczaj, wraz z nadejściem nowego roku często są określane, ma sens? Osobiście nigdy nie określałam takich postanowień z nowym rokiem. Wydawało mi się to zbyteczne, ze względu, że jeśli ktoś chce sobie coś w ciągu roku zrealizować to po prostu, jak to się mówi, najzwyczajniej w świecie, realizuje to. Jednak w tym roku, trochę zmieniłam podejście. Już piszę, dlaczego.
Pierwsza sprawa takiego określania postanowień to, wydaje mi się, że zależy to głównie od tego, jak te cele czy wyznaczniki są określane. To mnie chyba głównie zniechęcało do podejmowania takich działań. Ponieważ, jakie często cele spotykaliśmy? Jako przykłady... "schudnę 10 kg", "będę codziennie biegać", "do końca roku nauczę się języka obcego", "przeczytam 20 książek". Analizując tak postawione cele, jak dla mnie, mogą sprawić one trudność. Jeśli osoba, która, nie czyta książek albo za cały rok przeczyta kilka książek, czy to ze względu na charakter pracy, czy obowiązki rodzinne, to liczba 20 książek może frustrować zamiast sprawiać radość. Osoba która jest tzw. molem książkowym, przypuszczam, że nie potrzebuje sobie określać żadnej liczby, bo jej życie przewiduje samo z siebie, że pochłania książkę za książką.
Uważam, że zamiast "schudnę 10 kg" lepiej sobie zaplanować "co najmniej 3 x w tygodniu będę ćwiczyć lub spacerować". Na pewno brzmi to lepiej i nie narzuca skutku działania tylko jego proces. Ja np. całkiem niedawno doszłam do wniosku, że ktoś może mieć ekstra sylwetkę, mieć super formę, ale czasem dla tych osób, zdrowa i wysportowana sylwetka jest czasem wysoko w hierarchii, jak nawet może to być połączone z wykonywanym zawodem. Wiadomą rzeczą jest, że te osoby mogą, bo chcą, poświęcić więcej czasu na to. Niż, np. osoba, która chce zmienić pracę, chodzi na dodatkowe kursy, a w dodatku opiekuje się jeszcze dzieckiem. To są dla niej wartości numer 1., więc, jak znajdzie czas dwa razy w tygodniu, na ruch to jak dla mnie, to jest już sukces.
Inny przykład. Jeśli chcesz się nauczyć języka obcego, to musisz w miarę regularnie, czasem baardzo, małymi kroczkami, ale iść do przodu. Ja wiem, że przychodzą takie myśli, że ledwo się zaczęło naukę, a już chce się mówić płynnie i rozumieć ze słuchu. Ale skupiając się na tym, przychodzi wyłącznie frustracja, że to za daleko droga i nie ma szans tego wykonać. A gdyby tak sobie określić, że codziennie przerobię co najmniej 10 fiszek. Moim celem na ten rok jest podnieść sobie poziom języka włoskiego, ale bez określania, co konkretnie. Jest oczywistym, że jeśli chcemy przejść z poziomu A2 na B1, to trzeba ćwiczyć i słówka, i mówienie czy słuchanie.
Jakkolwiek to brzmi, naprawdę lepiej sobie trochę odpuścić:)
Przypomina mi się tutaj metoda SMART, która myślę, że przewinęła się w trakcie edukacji u każdego. Jest skutecznym wyznacznikiem celów zawodowych ale i nie tylko.
Z języka angielskiego poszczególne słowa oznaczają:
- S - specific - szczegółowy
- M - measurable - mierzalny
- A - achievable - ambitny
- R - realistic - realny
- T - timely defined - terminowy
Jest to z pewnością przydatne narzędzie do formułowania celów firmy czy większych przedsięwzięć. W przypadku "amatorskich" postanowień, najważniejsze, żeby ten cel był realny. A nie, że budzimy się w czerwcu i jesteśmy na tym etapie, co w styczniu. Właśnie na tą realność zaczęłam zwracać uwagę. Według mnie, jak cel jest realniejszy do osiągniecia, nie czujemy tej nałożonej, (po prawdzie, przez samych siebie, ale jednak), presji. I na pewno, nie zniechęcamy się już w słynny blue monday, czyli trzeci poniedziałek roku, określany jako najbardziej depresyjny dzień w roku, głównie przez to, że już do tego czasu nie dotrzymujemy wierności naszym postanowieniom.
Ponadto nie nie stoi na przeszkodzie, aby te cele w ciągu roku zmodyfikować!
Można je zmodyfikować, np. co kwartał. Mogą się nam zmienić priorytety, jakaś sytuacja życiowa mająca wpływ na to może zaburzyć obrany plan działania. Fajną sprawą jest też robienie podsumowań co jakiś czas i spisywanie tego, co już zostało osiągnięte, a co jeszcze nas czeka. Oczywiście początek roku to tylko data umowna. Nic nie stoi na przeszkodzie określić sobie nowy cel np. 15 lipca:)Wszystko opisane w tym poście to wyłącznie moje odczucia. Nie generalizuję, bo unikam tego bardzo w codziennym życiu, więc wiem, że mogą być odmienne poglądy i ktoś woli surowe narzucenie sobie konkretnych działań. Z tego miejsca, mogę powiedzieć, że podziwiam za takie podejście. Z chęcią poznam Wasze zdanie, jeśli będziecie mieli ochotę podzielić się tym, w komentarzach pod postem.
Ja, ze swojej strony, mogę się już pochwalić, że jeden cel na ten rok, już zrealizowałam. Było nim zorganizowanie sobie samej wycieczki. Jak chcesz zobaczyć jak mi poszło, zapraszam tutaj Wycieczka samemu? A czemu nie! --> Apulia





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz